Dlaczego umowa leasingu jest czasami trudna do wznowienia po wypowiedzeniu

0
(0)

Najlepszy samochód to samochód służbowy, przynajmniej w oczach pracownika. Część pracodawców postanowiła przerobić to powiedzenie w “najlepszy samochód to samochód z leasingu”. Oczywiście, żeby nie było wątpliwości – nikomu nie chodzi tutaj o walory finansowania, a raczej o korzyści jakie daje umowa leasingowa – szybki dostęp do wymarzonego samochodu.

Zacznijmy od tego, że każdy uczciwy przedsiębiorca, który do zarobkowania używa sprzętu w leasingu, ma prawo czuć się zirytowany tym, co się dzieje, gdy trafi mu się dołek finansowy. Zapewne niejeden zastanawia się, dlaczego firma leasingowa zostawia mu tak mały margines na poślizgi w płatnościach? Dlaczego umowa leasingu wypowiadana jest tak szybko, a warunki jej wznowienia są nierzadko obarczone wysokimi kosztami dodatkowymi?

Oczywiście czasem wynika to z krótkowzrocznej polityki danej firmy leasingowej. Dzisiaj jednak przyjrzyjmy się innemu aspektowi tej sprawy. Staniemy chwilkę po stronie leasingodawcy i pomówimy o odpowiedzialności zbiorowej.

Na opinię pracujemy razem, czyli dlaczego umowa leasingu jest czasami trudna do wznowienia

Każdy leasingobiorca wprawdzie podpisuje umowę sam, ale równocześnie wchodzi do pewnego zbioru takich przedsiębiorców. I to ten drugi czynnik odgrywa decydującą rolę w sytuacji, gdy staramy się o leasing jak i gdy mamy z nim problemy. Te finansowe – uściślijmy. To, co robili przed nami inni leasingobiorcy w określonych sytuacjach, wpływa na procedury w firmach leasingowych. Chodzi o to, co inne firmy obiecywały leasingodawcy w momencie zadyszki finansowej i jak z tych obietnic się wywiązywały. To oczywiście frustrujące brać odpowiedzialność za innych, ale każdy rozumie, że bez pewnych schematów nie da się działać. A przedsiębiorca twardo stąpający po ziemi znajdzie sposób, aby na jego sprawę spojrzano z jego indywidualnej perspektywy. O tym wszak piszemy w wielu naszych artykułach o windykacji leasingów.

Nie moje, to nie dbam

Chodzi również o to, że o taki samochód spora liczba leasingobiorców kompletnie nie dba, a ich stosunek do przedmiotu, jakim jest leasingowany pojazd, szczególnie ujawnia się gdy zaczynają mieć problemy finansowe, a wraz z nimi pojawia się widmo oddania samochodu. Kreatywność tego typu ludzi nie zna granic. Co można zobaczyć na poniższym obrazku. Zdjęcie pokazuje często oglądany przez firmy leasingowe obraz wnętrza samochodu zabranego przez windykację dłużnikowi. Który, mając świadomość utraty pojazdu, robi z niego po prostu chlewik.

Wypowiedziana umowa leasingu.Zdjęcie pojazdu odebranego dłużnikowi dzięki uprzejmości ING Lease
Wygląd wnętrza samochodu zabranego przez windykację. Zdjęcie dzięki uprzejmości ING Lease

Niewiedza czy próba naciągnięcia firmy leasingowej?

Czasami klienci funduszy chcą sfinansować zakup pojazdu sprowadzonego z zagranicy. Są to często droższe samochody osobowe. I często, świadomie czy nie, chcą aby fundusz sfinansował zakup czegoś, czego nikt rozsądny raczej nigdy nie kupiłby. Fakt, że takie zakupy dokonywane są za granicą, pozwala tylko snuć przypuszczenia czy nie jest to metoda na wyciąganie pieniędzy od firmy leasingowej. Gdy pieniądze trafią za ocean, można nie płacić rat leasingowych, oddać samochód i zostawić fundusz z kukułczym jajem.

Fundusze muszą zatem ponosić koszty weryfikowania takich zachcianek:

Umowa leasingu na Jeepa
Tak wygląda samochód, o sfinansowanie którego starał się klient. Zdjęcie dzięki uprzejmości ING Lease

Sedno w tym, że jeszcze niedawno to cudo wyglądało tak:

Umowa leasingu na Jeepa
Weryfikacja historii pojazdu w USA pozwoliła na dotarcie do takich zdjęć. I uchroniła firmę leasingową przed niechybną dużą stratą. Zdjęcie z zasobów ING Lease.

W momencie, gdyby firma leasingowa nie dokonała we własnym zakresie weryfikacji, sfinansowałaby zakup odbudowanego wraku. W sytuacji, gdyby umowa leasingu została wypowiedziana, zostałaby z pojazdem, którego wartość jest znacznie niższa niż wartość umowy leasingu. Strata byłaby bolesna. I niechybna.

Postaw się, a zastaw się – firma leasingowa stawia

Wielu przedsiębiorców potrafi realnie oceniać swoją sytuację w danym momencie. Potrafią to zarówno Ci, którzy zaczynają rozwijać swój biznes oraz częściej ci już zaprawieni w bojach życia na własny rachunek. Niestety nie potrafią tego wszyscy.
I wszystkim im zdarza się zbyt optymistycznie podchodzić do swoich możliwości finansowych.

W tej grupie można znaleźć tych co świadomie bemkę w leasing biorą na wakacje aby „wyrywać sztuki' nad morzem. To zapewne margines, ale wpływ na statystyki też ma.

Popatrzmy na takie dwa samochody:

Vauxford

I postawmy pytanie z czysto zarobkowego punktu widzenia. Czy ktoś, kto od niedawna zajmuje się iniekcjami, malowaniem paznokci, rozwożeniem ulotek musi od razu wozić się samochodem za niemal 170 tys. zł? To jest pytanie bardzo prozaiczne. Ale nieraz padające, gdy ktoś w leasingu ma podjąć decyzję, czy wznowić klientowi umowę, czy nie. Czy doprawdy dla świeżo upieczonego przedsiębiorcy na początek nie wystarczyłby pojazd za ok. 50 tys.? Czy na początek nie wystarczyła Skoda, a musiało to być BMW? A dalej czy osoba, która nie potrafiła realnie ocenić swoich możliwości finansowych i zrozumieć, że zarobek w biznesie to nie wypłata w hucie, teraz już posiadła te zdolności?

Te wątpliwości w firmie leasingowej narastają szczególnie w odniesieniu do takich samochodów, które szczególnie szybko tracą na wartości. Gdy będzie to drogi samochód spadek wartości przybiera formę „okrągłych” sum. Władze firmy leasingowej muszą podjąć decyzję, czy wznawiając wypowiedzianą umowę leasingu takiego pojazdu nie odwlekają w czasie nieuniknionego, a za kilka miesięcy odzyskają znacznie mniej pieniędzy. Na dodatek część leasingobiorców, świadomych nieuchronnego, zaczyna traktować przedmiot leasingu jak złom do zajechania. I tu przechodzimy do kolejnego punktu.

Jeszcze minutka – kończę układankę

To świat pewnych ekstremów, ale one również tłumaczą dlaczego firmy leasingowe mogą bać się przeciągania w czasie momentu odebrania pojazdu. A nawet tego, że nie chcą rozmawiać o ugodzie, nie widząc pojazdu na swoim parkingu.

Ta niedogodność dla klienta, który posiada wypowiedzianą umowę leasingu, ale stara się o jej wznowienie, to rodzaj zabezpieczenia firmy leasingowej przed stratami własnymi. Aby nie okazało się, że leasingowany samochód wygląda aktualnie tak:

Wypowiedziana umowa leasingu
Czasami klienci firm leasingowych potrafią zaskoczyć kreatywnością. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów własnych ING Lease.

Pomijam tych, którzy są święcie przekonani o tym, że to leasing jest odpowiedzialny za to, że wybrali kiepski sprzęt. I przestają płacić raty w momencie, gdy samochód więcej czasu spędza w warsztacie niż na drodze. W mniemaniu wielu osób fakt, że samochód jest felerny, usprawiedliwia niepłacenie rat. Winna jest firma leasingowa i koniec dyskusji.

Wreszcie zagadnienie, które pojawia się niejako przy okazji. Gdy zastanawiasz się, czy warto kupić samochód poleasingowy, być może musisz wziąć pod uwagę pewien morał, ten ze skeczu o blacharzach i przystanku autobusowym.

Oczywiście w odniesieniu zarówno do tego, czy samochód nieomal uległ rozkładowi, jak i i tego, jak dbano o ten samochód. Na koniec filmik, znany zapewne wielu czytelnikom, ale niezmiennie wywołujący uśmiech:

Czy podane tu informacje były przydatne?

Oceń nas klikając na gwiazdkę

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Nikt jeszcze nie głosował. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.