Masterlease – ku przestrodze szukających leasingu

3.1
(7)

Historia o Masterlease i leasingu taksówki. Historia bez happy endu, ale z morałem. Miała miejsce jakiś czas temu, ale jest na tyle znamienna, że postanowiłem do niej wrócić.

Taksówkarz prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą (potocznie samozatrudnienie) nie ma lekkiego życia. Gdy nie jeździ – nie zarabia. A w sytuacji posiadania samochodu w leasingu, gdy nie zarabia, nie ma z czego spłacać rat. I zaczynają się kłopoty….

Taksówka z leasingu – tania Kia na początek

Łukasz, bohater opowieści o leasingu taksówki w firmie Masterlease, do swojego wyboru „pójścia na taryfę” podszedł niezwykle racjonalnie. Do leasingu wybrał praktycznie najtańszy samochód, który spełniał wymogi korporacji, dla której chciał jeździć. Nie wziął Mercedesa czy Audi, aby nie iść w koszty. Choć na pewno wolałby, ze względu na poziom raty, wybrał auto marki KIA.

I wszystko szło całkiem dobrze. Korporacja płaciła na czas, Łukasz na czas płacił raty leasingowe, a Kia jeździła nie psując się. Sielanka trwałaby zapewne długo, gdyby nie pojawiło się nieszczęście w postaci choroby ojca Łukasz. Leżącego w szpitalu 550 km od miejsca zamieszkania i pracy naszego taksówkarza.

Co powodowało, że Łukasz musiał dzielić czas na spędzany z ojcem i przepracowany w taksówce. Zarobki radykalnie spadły, a dodatkowe koszty związane z chorobą i nieustannym kursowaniem przez całą Polskę pomiędzy domem, a szpitalem zjadały cały przychód.

Na raty leasingowe nie było już pieniędzy. Łukasz przestał spłacać swój leasing. Trwało to kilka miesięcy, ale postawiony przed dylematem ojciec – firma leasingowa, tak naprawdę wyboru nie miał. Wszak każde dziecko w takiej sytuacji zachowałoby się identycznie. Ojciec wracał powoli do zdrowia, a Łukasz organizował środki na spłatę powstałych zaległości. Gdy brakowało mu niewielkiej sumy do pokrycia zaległości

Masterlease wypowiedział umowę

Łukasz otrzymał wypowiedzenie umowy leasingu z Masterlease, a w ślad za nim wezwanie do zwrotu pojazdu. W pakiecie z windykatorem terenowym, ksywa „Zacięta Płyta”. Skąd taka ksywa – wyjaśnię niebawem. W tym właśnie momencie zaczynam obserwować rozwój sytuacji, jako pełnomocnik dłużnika Łukasza mam możliwość wczuć się w jego rolę i na własnej skórze sprawdzić, jak działa i pracuje windykacja Masterlease.

Na pierwszy ogień poszedł windykator terenowy. Próba rozmowy przypominała gaworzenie z gramofonem, w którym kręciła się płyta z zapętlonym nagraniem. Windykator Zacięta Płyta nie rozmawia, on katarynkuje. W kółko powtarzając tych samych kilka zdań. Od windykatora oczekuje się przynajmniej minimum chęci załatwienia sprawy w sposób inny niż zabranie samochodu. I minimum umiejętności negocjacji. Nie wspominając o kulturze osobistej, gdyż w czasie kilku rozmów z windykatorem firmy Masterlease wielokrotnie doświadczyłem przerywania wypowiedzi w pół zdania (Zacięta Płyta nie był zainteresowany słuchaniem mojej propozycji, a włączeniem swojej katarynki z zapętlonym nagraniem o prokuraturze, do której zaraz pojedzie). Przerywanie nie jest grzeczne, każdy to przyzna. Ale rozłączanie rozmowy bez słowa pożegnania jest już prostactwem czystej wody. A takiego zakończenia rozmowy również zdarzyło mi się doświadczyć.

Poziom windykacji terenowej, jaki miałem okazję osobiście poznać, rodzi tylko jedną konkluzję: windykatorem terenowym Masterlease mógłby być każdy posiadacz lawety. Który nauczy się na pamięć kilku zdań w języku polskim i będzie je powtarzał dłużnikowi w kółko.

Masterlease zabiera taksówkę

Dyrektor Działu Monitoringu Umów Marterlease

Ponieważ windykator terenowy Masterlease nie odebrał samochodu (nie spotkał dłużnika) rozpoczęły się negocjacje z dyrektorem odpowiedzialnym za windykację w tejże firmie. Dodam, że dłużnik Łukasz posiadał już pełną kwotę zadłużenia na koncie i był gotów do dokonania przelewu.

A cały problem w tym momencie polegał na tym, że Masterlease nie chciał porozumienia, a zwrotu pojazdu. Brzmi niewiarygodnie dla posiadaczy umów leasingowych w innych firmach? Zatem dodam jeszcze, że Łukasz nie miał nigdy wcześniej wypowiedzianej umowy, a wartość samochodu wynosiła kilkanaście tysięcy złotych i do końca spłaty pozostało niewiele.

Łukasz był – co w tym wszystkim jest najbardziej istotne – dłużnikiem, któremu większość dobrych firm leasingowych pomogłaby bez zastanowienia. Przypomnijmy:

  1. Zadłużenie powstało w wyniku zdarzenia losowego, nieprzewidzianego i mającego realny wpływ na dochód.
  2. Zdarzenie losowe było w pełni udokumentowane i uwiarygodnione.
  3. Dłużnik natychmiast po rozwiązaniu problemu zdobył pieniądze na spłatę i prosił o wznowienie umowy leasingu.

Poziom kultury rozmowy z panem dyrektorem – pierwsza klasa. Choć po doświadczeniach z windykatorem terenowym miałem poważne obawy. Ale okazały się bezzasadne. Cóż jednak z tego, skoro jego poziom empatii dorównał poziomowi kultury osobistej windykatora.

Dyrektor nie był zainteresowany dalszą współpracą z klientem Łukaszem. Bez wdawania się w szczegóły napiszę tylko, jak skończyła się przygoda Łukasza z firmą Masterlease.

Łukasz, mogąc obserwować już z większym spokojem i na chłodno poziom obsługi oraz podejście do klienta, przyjął tę decyzję ze spokojem. Uznał bowiem, że woli wziąć nowy leasing w innej firmie.

Masterlease dziś

Masterlease dziś jest częścią Grupy Kapitałowej PKO BP. Pozostaje mieć nadzieję, że PKO BP narzuci tej firmie swoje standardy w zakresie traktowania dłużników leasingowych. A są one bardzo wysokie, o czym kilkukrotnie raportowałem w moich artykułach o wypowiedzianych umowach leasingu w PKO Leasing.

Czy tak się stanie. Czas pokaże. Dlatego wszystkich przedsiębiorcom, którzy zastanawiają się nad podpisaniem umowy leasingowej z Masterlease, proponuję przed złożeniem podpisu dokładnie przeczytać historię Łukasza taksówkarza.

Fot. wprowadzenia: Masterlease

Radosław Chyt
Autor tego tekstu jest dziennikarzem serwisu Windykowani.pl i w swoich badaniach zajmuje się m.in. leasingami. Jego opinie były publikowane m.in. w tygodniku Newsweek. Chcesz zgłosić swój problem do sprawdzenia i opisania w naszym serwisie? Zadzwoń: 530 444 322

Czy podane tu informacje były przydatne?

Oceń nas klikając na gwiazdkę

Średnia ocena 3.1 / 5. Liczba głosów: 7

Nikt jeszcze nie głosował. Bądź pierwszy!

Podobne wpisy

2 komentarze

  1. Opinia na temat Masterlease:

    Jestem zbulwersowany i zdegustowany moim doświadczeniem z firmą Masterlease. Zakupiłem od nich samochód, który okazał się być prawdziwym koszmarem. Nie tylko sprzedali mi auto z zainstalowanym chip tuningiem, który spowodował ogromne problemy i koszty naprawy w wysokości 59 tysięcy złotych, ale także nie poczuli się odpowiedzialni za swoje działania.

    Firma Masterlease nie tylko lekceważy moje problemy, ale także ignoruje moje próby rozwiązania tej sytuacji. Ich brak zainteresowania i nieuczciwość są absolutnie nie do przyjęcia. Nie tylko nie przyznają się do swojego błędu, ale również nie podejmują żadnych działań w celu naprawienia szkody, którą mi wyrządzili.

    Chciałbym ostrzec potencjalnych klientów przed tą firmą. Jeśli szukasz uczciwego i godnego zaufania partnera do zakupu samochodu, omijaj Masterlease szerokim łukiem. Ich postawa jest nie do przyjęcia, a ich brak odpowiedzialności i brak zainteresowania klientami jest absolutnie skandaliczny.

    Nie tylko zamierzam skierować tę sprawę do sądu, ale również rozpocząć kampanię informacyjną na różnych platformach mediowych, aby ujawnić prawdę o Masterlease. Potencjalni klienci muszą wiedzieć, że ta firma nie jest godna zaufania i nie warto od nich kupować auta.

    Ostrzegam wszystkich przed Masterlease i ich nieuczciwymi praktykami. Nie dajcie się nabrać na ich obietnice i reklamy. To firma, która nie tylko nie dba o swoich klientów, ale także nie bierze odpowiedzialności za swoje działania. Omijajcie ich z daleka, jeśli nie chcecie doświadczyć tego samego koszmaru, który ja przeżyłem.

    Ostrzegam was wszystkich – Masterlease to firma, której należy unikać jak ognia.

    1. Niestety,ale muszę się zgodzić, sam mam dwa auta u nich , na szczęście nic drogiego i na końcówce umów, auta w stanie tragicznym, wszystko muszę naprawiać sam we własnym zakresie, na wszystko dostaje odmowy,a nawet mi piszą że ja mam im udowodnić że to ich wina do tego narzucają swoje ubezpieczenia z kosmosu, po prostu przychodzi faktura i tyle, nie mam żadnego wyboru, za auto 10 letnie każą mi płacić 4tyś ubezpieczenia, no cóż człowiek głupi się cieszył ,bo ma pierwsze auto w leasing,a później zaczął otwierać oczy. Tak czy inaczej nigdy więcej leasingu u nich, wolę tą kasę inwestować w siebie.

Zostaw swój komentarz...