Wirecard – o nowoczesnych kartach i historii jak z filmu

0
(0)

Wirecard to historia, którą zaczynam śledzić w związku z Covid-19. Zaczyna się od lekkiego wylewania pomyj, są duże pieniądze, spektakularna ucieczka i agenci GRU. A seans jeszcze nie dobiegł końca….

W związku z pandemią obserwujemy różne ciekawe zjawiska w świecie finansjery, nie tylko u nas pewne branże stanęły na głowie. Co obserwowaliśmy z ciekawością.

Pewnego dnia znajduję na poczcie wiadomość od redakcyjnego kolegi z wymownym tytułem: Czy to początek końca fintechów?

A w wiadomości link do artykułu. O Wirecard, a właściwie o tym co się dzieje z tą firmą, o kłopotach Curve i banku N26.  

O co chodzi z Wirecard?

Dla niezorientowanych Wirecard zajmuje się, a w zasadzie można powiedzieć, zajmowała się obsługą kart płatniczych. Na liście jej klientów znajdowały się m.in. Curve czy N26.

Dziura w kasie

Wszystko kręciło się całkiem nieźle dopóki ktoś nie przyjrzał się bliżej finansom Wirecard Card Solutions. I przyglądał się tak dokładnie, że zawieszono zezwolenie na działalność spółki, która posiadała licencję brytyjskiego organu nadzoru finansowego.

O co afera? Audytor na rachunkach przedsiębiorstwa nie mógł znaleźć, według różnych źródeł, od 1,9 do 2 mld euro, które tam się powinny znajdować. CEO firmy zrezygnował ze stanowiska i poinformowano, że został on zatrzymany w związku z podejrzeniem oszustwa (do tego pana jeszcze wrócimy). Firma, co jest dosyć naturalne, ogłosiła niewypłacalność.

Najpierw po kieszeniach dostali inwestorzy, gdy akcje spółki poszybowały w dół o 90%, a w kolejce już czekali użytkownicy kart płatniczych obsługiwanych przez spółkę.

„Niewykluczone, że upadłość Wirecard postawi pod znakiem zapytania plany kilku fintechów.” Można było przeczytać m.in. w artykule, który przesłał mi kolega. I ta konkluzja zapewne wzbudziła w nim myśl, czy nie uciekać z Curve, N26, a potem Revoluta i co tam jeszcze nowoczesnego ma się w smartfonie.

I tutaj dochodzimy do pewnego gonienia sensacji. Zaraz sam ocenisz, czy wgryzając się w temat, można dojść do wrażenia, że ktoś chcąc nie chcąc rzuca tu błotem. Napisanie, że

Curve i N26 ma problemy

wzbudza zainteresowanie, są to bowiem znane instytucje. Rzeczywistość szybko weryfikuje takie sensacje.

Autorowi artykułu szybko ktoś uświadamia, że N26 od 2016 roku nie korzysta już z usług tej firmy i treść ta znika z artykułu. Myślę, że więcej w tym temacie dodawać nie trzeba.

Z Curve sprawa wygląda ciut inaczej. Oczywiście użytkownicy usługi Curve otrzymali powiadomienia o wyłączeniu ich kart płatniczych. Ale tu również diabeł tkwi w szczegółach. Bo wystarczyło kilka dni, by użytkownicy tej platformy nie odczuli zamieszania związanego z Wirecard.

Bowiem dwa miesiące wcześniej, czyli w kwietniu br., Curve sygnalizowało, że Wirecard idzie w odstawkę. Dokładnie miało to nastąpić 28 czerwca, czyli kilka dni po tym, jak spółka będąca bohaterem naszej opowieści, zaliczyła nagłe zejście. W praktyce 29 czerwca Curve już wstało na nogi.

Pamiętać należy, że nawet gdyby tak nie było, to użytkownicy Curve wielkich strat by nie ponieśli. Curve nie deponuje wszak pieniędzy swoich użytkowników tak jak robią to N26 czy Revolut.

Karty obciążane są w czasie rzeczywistym, także co najwyżej użytkownicy aplikacji Curve musieliby sięgnąć po swoje normalne karty.

Zatem, gdyby z doniesień wyrzucić takie nazwy jak N26 czy Curve, to mało kogo by obeszła wiadomość, że jakiś Wirecard padł gdzieś za zachodnią granicą i jakieś nieokreślone fintechy mogą mieć z tego powodu problemy.

CEO Wirecard rezygnuje i… znika

W czasie, gdy w naszej prasie tworzone są nośne treści, na zachodzie akcja nabiera tempa. I tutaj wróćmy do pana Jan Marsalek, to bowiem on jest owym CEO (Chief Executive Officer) w Wirecard. CEO, czyli dyrektorem generalnym. Jak się szybko okazało, Pan Jan nie został zatrzymany, a niemiecka policja i prokuratorzy nie mogą ustalić miejsca pobytu byłego dyrektora operacyjnego. Ten, jak się okazuje jest zamieszany w szereg zagranicznych transakcji, które doprowadziły firmę na skraju upadku.

Robi się ciekawie? To idźmy dalej

Wirecard to ślepa uliczka

Gdzieżeś to bywał, Panie prezesie?

Trop za panem dyrektorem wiódł na Filipiny, gdzie 24 czerwca miał się przesiąść do samolotu w kierunku Chin. Jak donosi zachodnia prasa, ktoś jednak mieszał w rejestrach imigracyjnych na Filipinach. Tak się bowiem składa, że

„Nagrania wideo, rejestry linii lotniczych i inne zapisy potwierdzają, że Marsalek nigdy nie wjechał do kraju”

sekretarz sprawiedliwości Filipin Menardo Guevarra.

Następne wypowiedzi sekretarza są już bardziej konkretne:

„Dochodzenie zwróciło się teraz do osób, które dokonały fałszywych wpisów w bazie danych, ich motywów i ich współpracowników”

oraz

 „Urzędnicy imigracyjni, którzy zakodowali te fikcyjne wpisy, zostali zwolnieni i teraz czekają ich sankcje administracyjne.”

Już całkiem na marginesie, wracając do pieniędzy – Filipiński bank centralny wszczął dochodzenie w sprawie fałszowania dokumentów wskazujące na to, że Wirecard przechowywał miliardy euro w depozycie u dwóch filipińskich kredytodawców.

Znów potwierdza się powiedzenie, że jak kraść to miliony. W tym wypadku można założyć, że poszukiwany Pan ma za co zwodzić tropy, a na końcu opłacić najlepsze „papugi”. Ale po co, skoro pojawia się parasol służb lub być może po prostu dopiero zostaje zauważony. Służb nie byle jakich.

Wnimanie – GRU

Tam gdzie służby, kończy się pewność. Jednak śledztwo się toczy, a dziennikarze poważnych tytułów ujawniają kolejne elementy układanki.

Niemiecka prasa donosi bowiem, że Marsalek znajduje się pod obserwacją GRU w posiadłości na zachodzie Moskwy. A dostał się tam przez Białoruś. Za nim z Dubaju do Rosji podobno powędrowały duże ilości bitcoinów.

Jedno jest pewne – były szef jednostki Wirecard w Dubaju został aresztowany na początku tego miesiąca w Niemczech, pod zarzutem oszustwa i odmówiono mu zwolnienia za kaucją. Organy ścigania, jak widać, nie lubią popełniać dwukrotnie tego samego błędu.

Wszystko to ładnie spina się z wcześniejszymi doniesieniami, że Marsalek chwalił się powiązaniami ze służbami wywiadowczymi w celu nawiązania kontaktów z londyńskimi kupcami. Chodziło ponoć o dokumenty dotyczące użycia rosyjskiej broni chemicznej w Wielkiej Brytanii.  

W tym miejscu sprawa się urywa. Czas pokaże czy to zawieszenie przed finałową sceną czy otwarte zakończenie.

2020-07-22 – aktualizacja

Gdy pisałem ostatnie słowa poprzedniego akapitu nie spodziewałem się, że tak szybko będzie potrzebna aktualizacja. Na wschodzie wprawdzie bez zmian, ale mamy

Trzech panów w areszcie, nie licząc…

Olivera Bellenhausa. Byłego szefa jednostki Wirecard w Dubaju, którego już zdążyliśmy poznać. W międzyczasie wyjaśnił prokuratorom swoją rolę w upadku firmy. Przynajmniej tak, jak on ją widzi. Na efekty nie trzeba było czekać długo – dyrektor naczelny Wirecard Markus Braun trafił z powrotem za kratki. Dołączył tam do dwóch innych członków zarządu: szefa finansowego Burkhardem Ley i szefa księgowości grupy –  Stephana von Erffa. Powinienem chyba dodać „byłych szefów”. 

Jak widać Braun albo wykazał mniej sprytu niż kolega Marsalek lub kierują nim wyższe normy etyczne. Miał wszak dwie szanse by uczynić to co wspomniany dyrektor operacyjny; pierwszą gdy sprawa się rypła, drugą gdy po aresztowaniu został zwolniony, po wpłacie kaucji w wysokości 5 mln euro. Ten ostatni fakt sprawia, że mogę pisać o powrocie za kratki.

Sprawę prowadzi prokuratura w Monachium. Z tego miejsca pochodzi informacja, że że ci trzej panowie spiskowali w celu uzyskania około 3,2 mld euro pożyczek od inwestorów. Spiskowali, gdyż podejrzani wiedzieli co najmniej pod koniec 2015 roku, że grupa Wirecard traci pieniądze, a pożyczka była potrzebna po to, by było co defraudować. Byli skuteczni, gdyż pieniądze zostały wyłożone m.in. przez banki w Niemczech i Japonii, a teraz najprawdopodobniej są one dla inwestorów jedynie mglistym wspomnieniem.

2020-07-29 – aktualizacja

Wirecard to nie był aniołek – Visa i Mastercard pokazały to lata temu

Jak się okazuje ostatnie wydarzenia to tylko gwóźdź programu i zarazem gwóźdź do trumny Wirecard. Visa i Mastercard już wcześniej miały wiele zarzutów co do działalności Wirecard. Zarzutów przeliczonych na konkretne pieniądze.

Sieci płatnicze były szczególnie zaniepokojone związkami Wirecard z takimi kontrowersyjnymi branżami jak hazard, pornografia i sprzedaż suplementów. Tak przynajmniej donoszą amerykanie.

Skończyło się na tym, że w 2008 r. Mastercard ukarał firmę grzywną w wysokości 11 milionów funtów. Powód? Przetwarzanie transakcji hazardowych pod niewłaściwym kodem. Rok później swoje dołożyła Visa – karę pieniężną w wysokości 12 mln USD w związku z liczbą przypadków obciążenia zwrotnego transakcji dokonywanych z udziałem Wirecard.

Unia Europejska wkracza do akcji – po swojemu, czyli dużo słów

“Ocenimy, jak poprawić odpowiednie przepisy UE, aby tego rodzaju przypadki mogły być wykryte” – powiedział wiceprzewodniczący KE – Valdis Dombrovskis

Jak widać ktoś się obudził i znalazł powód do dalszych regulacji na rynku. A Urzędnicy Unii Europejskiej zasugerowali, że nastąpią zmiany w nadzorze nad firmami z sektora fintech.

Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) – unijny regulator usług finansowych – przeprowadzi przegląd regulacji sektora. Zarówno przepisów dotyczących banków i technologii oraz nadzoru i egzekwowania tych przepisów przez organy regulacyjne. Całość potrwa mniej więcej do października.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że dotychczasowe regulacje są „dziurawe” i sprzyjają działaniom w szarej strefie przez firmy takie jak Wirecard. Chodzi o firmy, które rozpoczynają działalność jako podmioty pozabankowe, a następnie nabywają licencje bankowe.

Teraz padają stwierdzenia, że takie podmioty powinny podlegać podobnym regulacjom i spełniać podobne wymogi jak banki. Aż dziw bierze, że nikt nie wpadł na to wcześniej, zważywszy na to, jakimi pieniędzmi obracają takie podmioty.

źr. Der Spiegel, Financial Times, Finextra, PRNews, Bloomberg, Wall Street Journal, zdj. Pixabay

Czy podane tu informacje były przydatne?

Oceń nas klikając na gwiazdkę

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Nikt jeszcze nie głosował. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.