Hospiten Sur w Playa de las americas

Leczenie na Teneryfie, czyli jak nie wpaść w długi dzięki ubezpieczeniu

5
(4)

Leczenie na Teneryfie może doprowadzić do poważnego drenażu portfela, jeśli nie zabezpieczysz się odpowiednim ubezpieczeniem. Artykuł ku przestrodze dla tych, którzy myślą, że nigdy nie zachorują za granicą. Oraz jako potwierdzenie słuszności decyzji o kupnie ubezpieczenia dla tych, którzy kupują, choć korzystać nie musieli.

Przykład oparty na doświadczeniu własnym autora, który miał możliwość na własnej skórze przekonać się, jak wygląda leczenie na Teneryfie. I jak dobrze postąpił, wybierając niedrogie ubezpieczenie turystyczne, które sprawiło, że pobyt w szpitalu na Teneryfie nie kosztował go kilkunastu tysięcy złotych. Innymi słowy: jak nie wpaść w długi przez nieroztropność braku ubezpieczenia medycznego za granica.

Leczenie na Teneryfie posiadacza ubezpieczenia

Wyjazd na Teneryfę poprzedziłem zakupem ubezpieczenia. Mój wybór – po analizie OWU i wykluczeń kilku firm – padł na AXA. Nazwa ta pojawi się kilkukrotnie, proszę jednak nie myśleć, że artykuł nosi znamiona sponsorowanego. Moja etyka zawodowa nie pozwala na to, dlatego w naszym serwisie nie znajdzie się nigdy pochwalny artykuł pisany za pieniądze. Mój opis współpracy z ubezpieczycielem i warunkach leczenie na Teneryfie jest opisem rzeczywistości. I to, że będzie to opinia nader pozytywna, jest wyłącznie zasługą samej firmy AXA. A także, w największym chyba stopniu, zaangażowania pracowników, bez których nie byłoby tego, czego miałem okazji doświadczyć. A zatem od początku….

Na początku była infekcja….

Niby niewielka infekcja, ale jakaś taka inna niż klasyczna. Po próbach samoleczenia – nieskutecznych – postanowiłem po raz pierwszy w życiu skorzystać z ubezpieczenia od tego typu wypadków. Telefon do AXA wykonywałem bez entuzjazmu, nie spodziewałem się niczego poza zdejmowaniem (stereotypy o ubezpieczycielach) kolejnych warstw odpowiedzialności z siebie. I zasłanianiem się wykluczeniami OWU.

Zaskoczenie było tym zatem milsze, że nieoczekiwane. Konsultant zaproponował mi bowiem, że w ramach ubezpieczenia przyślą mi lekarza do domu. A aby było miło i językowo po sąsiedzku, będzie to pani doktor z Ukrainy. I po kilku godzinach słowo ciałem się stało. Młoda i sympatyczna pani doktor stanęła w mych drzwiach, a ja miałem okazję przypomnieć sobie 10 lat nauki rosyjskiego. Oczywiście pani doktor operowała również angielskim, a rosyjski był naszym wspólnym wyborem, aby leczenie na Teneryfie mogło przypominać swojskie dla mnie leczenie… we Wrocławiu.

Diagnoza w warunkach domowych jest trudna do postawienia. Dostałem antybiotyk z wyraźnym zaleceniem, że w razie braku poprawy natychmiast zgłosić się do szpitala na badania.

Szpital na Teneryfie, czyli dużo stresu, gdy musisz do niego pojechać

Jak się domyślić można, gdyby poprawa nastąpiła, nie byłoby tego artykułu. Po zakończeniu leczenia – bez poprawy – musiałem skorzystać z  poważniejszej formy pomocy, czyli wizyty w szpitalu. Zatem znów telefon do AXA Assistance Pomoc Medyczna Za Granicą. I znów, jak poprzednio, bezproblemowe umówienie wizyty. Z tą różnicą, że tym razem szpital nie przyjechał do mnie, a ja do szpitala. W Playa de las Americas o nazwie Hospiten Sur. AXA zapewniła, że wszystkie koszty zostaną pokryte z ubezpieczenia, a szpital ma już przesłane gwarancje płatności.

Hospiten Sur – izba przyjęć, czyli nasz SOR

Leczenie na Teneryfie - widok na izbę przyjęć

Tłum przed szpitalem nie dawał nadziei na przyjęcie przed północą, choć przybyłem o 19:00. Rachowałem jednakże po polsku. Ponieważ w szpitalu, do którego skierowano mnie z firmy AXA, na oddziale SOR uwija się 5 lekarzy i 15 osób personelu medycznego, moje rachowania wzięły w łeb. I znacznie szybciej niż myślałem zostałem wywołany. Biedna Hiszpanka, łamiąc język, próbowała z kartki odczytać moje imię i nazwisko, czyli zaprosić do środka. Długo nie dałem się prosić. Przekroczyłem próg izby przyjęć szpitala na Teneryfie.

Nie będę opisywał różnicy pomiędzy SOR w Polsce i na Teneryfie, bo tego opisać się nie da. W Polsce SOR-y, które miałem okazje oglądać, to smętna poczekalnia oczekujących na łaskę zainteresowania ze strony Pana i Władcy SOR-u. Czyli dyżurnego lekarza. Izba Przyjęć na Teneryfie to ul. Lub mrowisko, w którym w jakiś dziwny sposób wszystko idzie sprawnie, pomimo niezwykłego ruchu i wrażenia chaosu. Mañana tam nie występuje, wręcz przeciwnie. Tam jest po prostu działanie. Szybkie, energiczne i po prostu sprawne.

Dość powiedzieć, że po godzinie od wejścia na SOR miałem już zrobiony test na COVID, wykonane wstępne badanie przez 2 lekarzy różnych specjalizacji, pobraną krew, zaaplikowane przez wenflon 3 zastrzyki i zrobione zdjęcia RTG.

Wiem, że bywalcy polskich SOR-ów może w to nie uwierzą, ale leczenie na Teneryfie naprawdę wygląda tak, że wszyscy biegają, aby jak najszybciej zdiagnozować pacjenta w możliwie najlepszy i najszerszy sposób.

Jak poradzić sobie językowo w szpitalu na Teneryfie?

Większość personelu medycznego jest anglojęzyczna. Dodatkowo szpital na Teneryfie posiada wolontariuszy – tłumaczy. Niestety, tylko anglojęzycznych i mówiących po niemiecku. Ale nawet jeśli znasz dobrze jeden lub drugi język, to umówmy się – w warunkach stresu, choroby i konieczności używania terminologii medycznej – łatwo o pomyłkę.

W tym momencie nieoceniona jest pomoc ubezpieczyciela. Który oferuje wsparcie tłumacza przez telefon. I to jakiego tłumacza. Wyobraź sobie, szanowny czytelniku, że ja trafiłem na anioła. Anioł ma na imię Ola i jeśli uda się Ci się, w przypadku konieczności leczenia na Teneryfie, dostać takiego anioła – będziesz w niebie. Ola – moja tłumaczka – nie dosyć, że terminologię miała w małym palcu, to zrobiła coś, co jest dla przeciętnego klienta – pacjenta niewyobrażalne. Skończywszy pracę o 22:00 polskiego czasu została ze mną do północy, abym miał opiekę i komfort tłumaczenia bezpośrednio z hiszpańskiego.

Choć w głowie nie mieści się takie poświęcenie, Ola to zrobiła. Mam cichą nadzieję, że firma AXA odnotowuje i docenia (również finansowo) poświęcenia takich jak Ola pracowników.

Jeśli trafi Ci się pech i będziesz musiał pójść do szpitala na Teneryfie, zrób wszystko, aby Twoim tłumaczem była Ola. Może się uda….

Leczenie na Teneryfie widziane z pozycji pacjenta zamkniętego na oddziale szpitalnym

Miałem pecha, że moja przypadłość została zakwalifikowana jako wymagająca pobytu w szpitalu. Czyli zamknięcia na oddziale szpitalnym Hospiten Sur. Zwieziono mnie zatem – pomimo typowo polskich protestów, że przecież „dam sobie radę i jakoś to będzie, nie umieram” – do pokoju szpitalnego i położono do łóżka.

Pokój szpitalny, na pierwszy rzut oka, przypomina pokój w hotelu dwugwiazdkowym.

Szpital Teneryfa warunki

Sterylna czystość, klimatyzacja, telewizor – można spokojnie zamieszkać bez odruchu klasycznego szpitalnego wstrętu. Nie pachnie również szpitalem, co ma znaczenie, gdyż pozwala na chwilę poczuć się jak w hotelu. Może skromnym, ale nie odrzucającym smrodem lizolu. Dodam, choć to wiedza zasłyszana u rodaków – rezydentów, że w tym szpitalu posiadacz ubezpieczenia prywatnego zawsze posiada salę na wyłączność. Czyli mieszka w tzw. jedynce.

Szpital w Playa de las Americas - pokój szpitalny

Na dzień dobry otrzymałem swoją szafkę, w niej znalazłem ręczniki, szlafrok, szpitalne kapcie jednorazowe i gąbkę.

Leczenie na Tereryfie  w Hospiten SUR

Mogłem więc od razu zmyć z siebie cały pot wywołany stresem oczekiwań, badań i samego pobytu w szpitalu. Gdzie? Oczywiście z łazience, która w szpitalu na Teneryfie wygląda tak:

łazienka w szpitalu w Playa de las Americas

Niestety nie wiem, gdyż nie miałem okazji zwiedzać innych skrzydeł czy oddziałów, czy w całym szpitalu w Playa de las Americas pokoje wyglądają tak samo. Prezentuje zdjęcia tego, który opłaciła mi AXA. I co do standardu którego, szczególnie porównywanego z polskimi szpitalami, żadnych zastrzeżeń nie mam.

Pokój posiada również balkon. Nie ma on co prawda panoramicznego widoku na ocean, ale jakiś kawałek wody zobaczyć można. Chodzący chory może sobie zatem – zamiast leżeć jak kołek w łóżku – wygrzewać się na balkonie i spoglądać na widoczne fragmenty wielkiej wody:

Szpital na Teneryfie - widok z balkonu

Szpital na Teneryfie – jak i czym Hiszpanie żywią Polaków w szpitalu zamkniętych

– No wreszcie czuję się jak w polskim szpitalu – pomyślałem rano, gdy dostarczono mi śniadanie. Cóż bowiem zaserwowała mi hiszpańska służba zdrowia? Dokładnie to, co widać na talerzu:

Teneryfa śniadanie w szpitalu

Kawa, bułka, masło, dżem i koniec śniadania. Cóż, może moja przypadłość wymaga diety? Tego nie wiedziałem, a ponieważ byłem głodny jak diabli, pochłonąłem szybko posiłek popiwszy go lurowatą kawą.

O tym, że jednak nie mam diety, przekonałem się kilka godzin później, gdy przyniesiono obiad. Nie jest to może danie restauracyjne, ale kawał ryby był i smaczny, i naprawdę duży. A do niego zupa ze sporą ilością mięsa.

Szpital na Teneryfie -obiad

Kolacja również na ciepło i również w wersji dwudaniowej. Po drodze jeszcze podwieczorek, czyli kawa i ciastka. Poza śniadaniem, które na drugi dzień było identyczne, posiłki szpitalne nie pozwalają chodzić głodnym. Leczenie na Teneryfie nie jest zatem obarczone ryzykiem schudnięcia. Przynajmniej w szpitalu w Playa de las Americas.

Leczenie na Teneryfie, czyli o personelu medycznym, który jest….dość oryginalny

Po raz kolejny zaasekuruję się tym, że opisuje tylko i wyłącznie moją hospitalizację zapewnioną i opłaconą przez ubezpieczyciela AXA. Nie położę zatem na pieńku nawet palca, nie mówiąc o głowie, za to, że leczenie na Teneryfie wszędzie i w każdym szpitalu wygląda tak samo.

W każdym razie mój pobyt szpitalny to doznawanie opieki niespotykanej w krajowych przybytkach tego rodzaju. Wyobraź sobie, miły czytelniku, lekarzy, którzy mają dla Ciebie tyle czasu, ile potrzebujesz. Nie irytują się Twoimi pytaniami, ba, sami chętnie opowiadają Ci o tym, co Ci aplikują, po co i dlaczego. Przy tym są uśmiechnięci i żartują. Zawsze. Niezależnie od pory kontaktu.

Wyobraź sobie pielęgniarkę, która przez zaaplikowaniem Ci w brzuch piekącego zastrzyku, najpierw masuje się po swoim brzuchu, sugerując, że dostaniesz od niej coś dobrego do zjedzenia. A potem śmieje do rozpuku ze swojego psikusa. Wyimaginuj sobie siostrę – żartownisię, która po podaniu Ci silnego psychotropu, zwalającego z nóg z kilkanaście minut, niczym 0,7 litra wódki wypite na raz, budzi Cię w celu wieczornego zasilenia krwiobiegu antybiotykiem z szelmowskim uśmieszkiem i niewinnym pytaniem: to ty już śpisz?

Pipu i pupu, czyli hiszpańskie leczenie przez śmiech

Leczenie na Teneryfie odbywa się w atmosferze żartów i uśmiechów. Nie widziałem na oczy naburmuszonej piguły, która sprawia wrażenie pracującej za karę. A pacjenta pod opieką jak przykry obowiązek.

Tu wszystko jest na opak. O 4:00 zmieniająca kroplówkę panna w czepku, spod którego wylewa się, w sposób mile dla oka nachalny, słowiańska uroda, potrafi Cię zapytać o narodowość, a potem znajomość jej ojczystego rosyjskiego. I gdy go potwierdzisz, proponuje „razgawory”, bo ona tak rzadko w tej Hiszpanii może z kimś po rosyjsku pogadać. Razgawory o czwartej nad ranem. I przy tym wszystkim uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Uśmiech naturalny, nie zawodowy. Widać, że dziewczyna po prostu kocha swoją pracę, nawet nad ranem.

Tutaj salowe tańczą i śmieją się podczas mopowania podłóg. Jest po prostu jak nie w szpitalu. Tym z polskich stereotypów. A gdy trafi się poważna osoba z personelu medycznego, też jest śmiesznie. Bo trudno powstrzymać śmiechu wybuch, gdy ktoś z poważną miną pyta po hiszpańsku o to, czy rano było pipu i pupu…

Co oczywiście nie oznacza, że nie chce się szpitala w Playa de las Americas opuszczać. Bo chce. I to niezależnie od tego, jak bardzo dobrze Cię tam traktują.

Opuszczam szpital – też nieco inaczej niż myślałem, bo żegnany żółwikiem z lekarzem prowadzącym

Wypis ze szpitala – rzecz niezbędna. W mojej głowie osadzony był stereotyp dużej łaski ze strony lekarza, że przygotuje taki dokument. I czekanie pod gabinetem, aż znajdzie czas i zrobi to. A że czasu nie ma i trzeba, aby znać swoje miejsce w szeregu, czekać godzinę lub dwie? Pacjent ma czas, pacjent poczeka.

Mój wypis ze szpitala na Teneryfie wyglądał zgoła inaczej. Lekarz miał go ze sobą podczas porannego obchodu. Wkroczył, a raczej wsunął się tanecznym krokiem do szpitalnej sali, wyrzucił w górę ramiona gestem zwycięzcy Vuelta Espana i wykrzyknął: idziesz do domu!

Następnie przybił żółwika i zaczął mi pokazywać co mogę, a czego nie. Pokazywać, nie opowiadać znudzonym lekarskim tonem. Chodził po sali, kucał, podskakiwał, gestykulował. Całym sobą przekazywał mi lekarską wiedzę mową lekarskiego ciała.

Przy tym widać było, że pomimo pięćdziesiątki na karku, ta forma prezentacji zaleceń bawi go doskonale. Pewnie jaki kraj, taki obyczaj. Ja dzięki temu uświadomiłem sobie, że szacunek lekarz niekoniecznie musi zdobyć będąc wyniosłym i niedostępnym. Może być również lekarzem – kumplem i żadna skaza na jego wizerunku nie powstanie. I nie odbierze mu to lekarskiego autorytetu.

Zatem na wypis nie czekałem ani chwili. Dostałem go wraz z kompletem dokumentacji i recept od lekarza, który potrafił pożegnać pacjenta osobiście i z humorem.

Leczenie na Teneryfie bez ubezpieczenia prywatnego – da się, ale czy warto?

Na szczęście nie wiem, jak wygląda. Wiem, a co wiem przekazuję, jak wygląda leczenie na wyspie Teneryfa posiadacza ubezpieczenia turystycznego wykupionego w AXA Assistance. Czy w innych firmach ubezpieczeniowych wygląda tak samo, gorzej lub lepiej – nie mam pojęcia.

I wierz mi, szanowny czytelniku, nie chcę doświadczać.

Wiem za to jedno – bałbym się spojrzeć na fakturę, gdybym musiał płacić za szpital na Teneryfie z własnej kieszeni. Dlatego dziękuję rozsądkowi, który sprawił, że nabyłem takowe. Dziękuję firmie AXA za wywiązanie się z warunków umowy bez próby stosowania uników typowych dla ubezpieczycieli. Wręcz przeciwnie, wskazywaniu mi rozwiązań, o których nie miałem pojęcia, że w ramach ubezpieczenia podróżnego mi przysługują. Jak wspomniana lekarska wizyta domowa. I dodatki, o których napiszę za chwilę.

I za to, że zatrudniają takich pracowników, jak Ola. Czyli aniołów, dzięki którym poziom stresu związanego z pobytem w szpitalu na Teneryfie znacznie maleje.

A do wszystkich wyjeżdżających za granicę, nawet na kilka dni, apeluję: oprócz dowodu, paszportu, pieniędzy i biletu sprawdź, czy kupiłeś ubezpieczenie. Bo jego brak może Cię kosztować bardzo dużo. Zarówno pieniędzy, jak i stresu. Bez ubezpieczenie zostajesz bowiem sam ze swoją chorobą w obcym kraju. Bez znajomości realiów jego służby zdrowia, obyczajów, swoich praw. A często podstaw języka.

Karta EKUZ to może być za mało. Miej bowiem pewność, że NFZ nie zadba o Ciebie jak prywatny ubezpieczyciel. A na pewno nie ześle Ci anioła.

Ubezpieczenie podróżne – koszt miesięczny

Na koniec o kosztach, bo zapewne wielu zastanawia się, ile kosztuje ubezpieczenie, w ramach którego otrzymałem to, co przedstawiłem w reportażu o leczeniu na Teneryfie.

Koszt mojego pakietu ubezpieczenie podróżnego w AXA wynosi dokładnie….32 złote miesięcznie. Nie podam tutaj odnośnika do oferty, bo nie jest to artykuł sponsorowany, o czym na początku wspomniałem. Ale znalezienie tego samego pakietu w Internecie zajmie kilka chwil każdemu, kto chciałby czuć się bezpiecznie za granicą. I mieć pewność, że dostanie to, co w ofercie reklamowej. Gdyż, jak powszechnie wiadomo, obietnice i rzeczywistość lubią się często mocno rozmijać. Nie w tym przypadku. Tutaj dostaje się nawet więcej, niż można się spodziewać.

Kilka ciekawostek dla bardziej zainteresowanych, czyli miłe i nieoczekiwane dodatki do ubezpieczenia

Samo zapewnienie opieki medycznej to nie wszystko, co zaoferowała mi firma AXA. W trakcie realizacji mojego zgłoszenia, czyli potrzeby skorzystania z ubezpieczenia podróżnego, dowiedziałem się, że ubezpieczyciel pokrywa dodatkowo:

  • koszt transportu do szpitala i z powrotem taksówką (wymagany rachunek),
  • refundację zakupu leków zleconych przez szpital do zakupu w celu kontynuacji leczenia,
  • dodatkowe usługi niezbędne do wyleczenia – w moim przypadku jest to koszt wykonywania codziennych zastrzyków w lokalnej przychodni (rachunek niezbędny).

Co jeszcze, tego nie wiem. Ale na pewno miłych niespodzianek nie brakuje. Piszę z pełną świadomością, że mogą być to tylko miłe niespodzianki, gdyż im dalej w las, tym AXA zaskakuje coraz bardziej pozytywnie.

A brak nieprzyjemnych zderzeń oczekiwań vs brutalnej rzeczywistości (czyli wykluczeń wynikających z OWU) po prostu nie ma.

Czy zatem ubezpieczenie turystyczne w AXA to szczyt marzeń każdego ubezpieczonego? Moje oczekiwania przerosło. I na tym zakończę. Wszystkim czytającym życzę natomiast jednego. Dużo zdrowia, ale z polisą w portfelu. Na wszelki wypadek.

Radosław Chyt
Autor tego tekstu jest dziennikarzem serwisu MamDlugi.pl oraz Windykowani.pl i w swoich badaniach zajmuje się m.in. opisem działalności windykacji banków i firm leasingowych. Jego opinie były publikowane m.in. w tygodniku Newsweek. Chcesz zgłosić swoje opinie czy uwagi do zamieszczonego tekstu? Napisz do autora: r.chyt@windykowani.pl

Czy podane tu informacje były przydatne?

Oceń nas klikając na gwiazdkę

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 4

Nikt jeszcze nie głosował. Bądź pierwszy!

Zostaw swój komentarz...