Uważaj na raty w IKEA – czyli kredyt jest, a gdzie szafa?

3
(2)

Raty w IKEA mogą ułatwić zakup mebli, mogą również dostarczyć wielu niezapomnianych przeżyć. Dzisiaj o tym, jak mam kredyt, a szafa… no cóż szafa chyba się nie dowie, kto ją kupił.

Czy to już moje osobiste szczęście, czy po prostu zbieg okoliczności, ale gdy kolejny raz nachodzi mnie ochota na zaciągnięcie kredytu w nietypowym banku, kończy się to komedią pomyłek. Dla niektórych mogących być dosyć kosztownymi pomyłkami.

Na początek – raty w IKEA a BIK

Kupując meble na raty w IKEA zaciągasz kredyt w banku. To oczywiste. Gdy korzystasz z oferty przygotowanej przez sam sklep, tym bankiem jest IKANO Bank. Gdyby jeszcze dodać „E” po „K” , w tej nazwie nie miałbyś najmniejszych wątpliwości czy mają ze sobą coś wspólnego. W każdym razie –  jeśli kredyt to i ślad w BIK.

Gdy wpadam na pomysł zakupu szafy na raty to zakładam, że może zamiast kredytu w raporcie pozostanie mi tylko zapytanie. Wówczas szybciutko opiszę wam, jak się bierze kredyt w Revolucie (co się odwlecze…). BIK mam dobry, zapytań jak na lekarstwo więc nie mam ciśnienia. Pamiętaj jednak, że przez pryzmat tego jak wygląda mój zakup (tak, tak, jeszcze z nimi nie skończyłem), raczej unikałbym wyboru rat w IKEA jako elementu odbudowy scoringu BIK. Na etapie, gdy każde przestrzelone zapytanie kredytowe może go całkiem pogrążyć. Całkiem możliwe, że opisy dostępne w wyszukiwarce Google dotyczące Ikano Banku nie są tak hejterskie, jak mi się początkowo wydawało.

Uważaj na raty w IKEA - opinie z Google
il.1. Średnia niczym z opinii o firmie windykacyjnej, źr. google.pl

Biorę kredyt w IKANO, aby kupić szafę na raty w IKEA

Dobra rada na początek? Czemu nie. Dotyczy zakupów on-line na raty w IKEA.

Zamówienie przez Internet – niech cię Bóg broni zamówić odbiór w sklepie przy zakupie ratalnym. To nie ma prawa zadziałać normalnie. Muszę wierzyć na słowo konsultantom sklepu. Różnymi drogami doprowadzają mnie do tych samych wniosków, co już samo w sobie jest zabawne.

Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że wdrożenie internetowej sprzedaży kogoś przerasta, ale że przerosło IKEA? Świat się kończy.

Zatem, gdy w rodzinie zapadła decyzja o wymianie szafy, stwierdzam, że IKEA, bo kredytu w Ikano Banku jeszcze nie brałem. Ponadto, niechaj młody (nastoletni syn), który będzie głównym użytkownikiem szafy, uczy się życia. Dostaje do ręki taśmę mierniczą, stronę z planerem szaf IKEA i budżet. Będzie i zatem walor edukacji finansowej. Gdy zasiada do meblowej układanki, nie przypuszczam jeszcze, jak często w nadchodzących dniach będę odpowiadać na pytanie:

„tata i jak tam raty w IKEI?”

Dzień 1. Zakup i raty – idzie gładko. No prawie

Gdy całość szafy jest już skompletowana, ląduje w koszyku na moim koncie użytkownika w IKEA. Jestem mężczyzną (lub przynajmniej tak się postrzegam), co jeszcze będzie miało znaczenie w trakcie tej zakupowej „przygody”. Zatem kupuję, składam zamówienie i tu popełniam dwa błędy. Po pierwsze wybieram odbiór w sklepie, po drugie wpadam na pomysł, aby do odbioru upoważnić żonę. W dalszej części zwaną Ksantypą. Potem już tylko metoda płatności – raty.

Na stronie Ikano Banku idzie szybko, kredyt zostaje mi przyznany, dzięki pakietowi w BIK SMS już mnie radośnie informuje, że tak, już masz, już niedługo szafa będzie Twoja. A guzik. Wszystko zmienia się w momencie, gdy przekierowany zostaję z powrotem na stronę sprzedawcy. A raczej zostaje podjęta taka próba. Coś jednak nie działa i parę błędów na ekranie później już wiem, że zdecydowanie coś nie zagrało. Czyli kredyt mam, a szafy nie będzie. Ta radośnie siedzi w koszyku i nie ma ochoty przeskoczyć do zakładki z zamówieniami.

Pierwsze rozmowy za płoty

Czas zatem pogadać z obsługą. Lubię nowości, więc najpierw z botem, może nawet IKEA Botem.

czatbot IKEA w akcji
il. 2. Zamiast takiej nowoczesności wolałbym sprawny proces zakupowy, źr. ikea.pl

Ten kapituluje po dwóch zdaniach i wypycha mnie do konsultantki. Tutaj idzie opornie, bardzo opornie. Gdyby nie ciekawość, co tam mi napiszą, już wisiałbym na słuchawce.

W każdym razie, w mękach i bólach, uzyskuję odpowiedź. Najpierw, uwaga, że mam jeszcze raz wybrać płatność na raty i przeprocesować sprawę w IKANO Banku. Na uwagę, że bank przecież każe mi wypełniać nowy wniosek kredytowy (czemu miałoby być inaczej?), słyszę, tzn. czytam, że jednak nic z tego nie będzie. Wtedy przy okazji dowiaduję się, że mam zrezygnować z kredytu. To określenie sprawia, że już mam pewność – kompetencje obsługującej czat na temat kredytów już się wyczerpały. Szkoda nerwów.

Odpuść raty w IKEA lub zaciągaj kredyt ponownie
il. 3. Składaj wnioski kredytowe, aż do skutku, to nie szkodzi? źr. ikea.pl

Dzwonię na infolinię IKEA

Tu jest już zdecydowanie szybciej, konkretniej, ale równie niesatysfakcjonująco. Tym razem męski głos, przywiązany do męskiego imienia, uświadamia mi, gdzie popełniłem błąd. Otóż podobno zakup na raty w Ikano i odbiór towaru w sklepie nie ma prawa zakończyć się powodzeniem. Jakaś historia o starym i nowym systemie oraz o tym, że tego nie przeskoczymy.

Konsultant jakoś nie specjalnie brał się za wytłumaczenie mi kwestii odstąpienia od umowy kredytu w takiej sytuacji. I chwała mu za to. Mam nadzieję, że kierowała nim, tak ceniona przeze mnie (a rzadko spotykana) świadomość progu własnych kompetencji. Cóż – myślę – jutro Revolut, a na koniec dowiem się jeszcze, co ma do powiedzenia bank.

Dzwonię na infolinię Ikano

Tam jednak już nic się nie dowiem. Infolinia IKEA pracuje dłużej niż IKANO, a ja trafiam tam o późnej porze. Zatem do jutra kliencie, słodkich snów, niech Ci się przyśni szafa.

Jak z mojej perspektywy kończą się zmagania dnia pierwszego, a dokładnie czwartku? Jeśli zamawiasz coś przez Internet w IKEA niechaj nie kusi Cię oszczędzać na czasie i opłatach. Wybierając odbiór w sklepie zrobisz ten błąd co ja i zostaniesz na lodzie. Wybierz dostawę do domu. Ponoć zadziała. Ponoć, pewności nie mam i nie mam ochoty sprawdzać. Wierzę słowom konsultanta. Wcześniej wierzyłem, że mogę zrobić zakupy na raty w IKEA, nawet pozwolono mi wziąć kredyt. Ciekawe, że zazwyczaj właśnie to tak działa. Tak jak „mogę być winna 2 grosze?” na kasie w dyskoncie raczej nie zmienia się „dopłaci mi Pan następnym razem”. Wszystko wskazuje, że nie IKANO. a IKEA zawaliła, bo coś w ich systemie nie pozwala dokończyć takiej transakcji. Ale dlaczego to ja, jako klient mam się teraz gimnastykować i odkręcać kredyt, a nie IKEA, która tutaj zawiniła, nie blokując rat przy odbiorze w sklepie?

Dzień 2. Dzień bankowości, czyli co powie Ikano Bank?

Akcja się rozkręca. Przypomnijmy: doświadczony wiedzą, jaką mają pracownicy sklepów o finansach (zrezygnuj z kredytu), dzwonię do Ikano banku zweryfikować procedurę. By dowiedzieć się, jak zamknąć kredyt i kupić szafę za gotówkę, bo raty w Ikea już mnie męczą.

Infolinia Ikano Banku

W co pewnie trudno uwierzyć robi się jeszcze ciekawiej – pracownik infolinii banku informuje mnie, że odstąpić mogę od umowy wprawdzie mogę, ale jeśli bank dostanie informację od IKEA, że towaru nie otrzymałem. Co ma piernik do wiatraka? W każdym razie w banku nie widzą problemu nie do rozwiązania. Konsultant coś tam sprawdza i obiecuje, że ze sklepu do mnie zadzwonią by poinformować, jak się sprawa skończy.

Obiecanki… znacie to. Nikt nie dzwoni, ale w pewnym momencie pojawia się na moim telefonie SMS z taką informacją:

odbiór w sklepie i raty w Ikea jednak możliwe
il. 4. Coś się tam cudownie przetkało

Dzięki niemu dowiaduję się, że moje zamówienie ma swój numer i że będzie do odebrania w poniedziałek. To też istotne bo umawiałem odbiór w sobotę i system sklepu nie widział z tym problemu. Poniedziałek mi nie pasuje, więc będę musiał przełożyć odbiór mebli.

Numer zamówienia to jakiś punkt zaczepienia, bowiem na moim profilu zamówienia takiego brak, a szafa jak tkwiła, tak tkwi w koszyku. Stwierdzam, że dam sprawie okrzepnąć, może ktoś oddzwoni. Ale do wieczora głucha cisza.

Dzień 3. I kto to zamawiał?

Sobota – to ten dzień, w którym miałem z młodym skręcać jego szafy. Zgodnie z tym, co już zaplanowałem, dzwonię przełożyć termin dostawy. I co? Szafa się zgadza, karta IKEA Family się zgadza, cena się zgadza, nawet adres się zgadza, ale ja się nie zgadzam. Brak mnie na zamówieniu. Jest za to żona Ksantypa. Cud, zamówienie zrobione z mojego konta użytkownika, na moją kartę IKEA, kredyt na mnie, a i tak muszę biegać za żoną, bo ktoś stwierdził, że to ona zamówiła szafę.

Konsultantka, która ze mną rozmawia okaże się jasnym punkcikiem w sprawie. Na ten moment jednak informuje mnie, że nie mogę przełożyć, terminu odbioru ani nawet odebrać zamówienia. Kupiłem szafę, ale dostanie ją ktoś inny – skoro trafiła tam żona, to równie dobrze mógł tam trafić Henio spod 17-ki, bo czemu nie? Umawiam się zatem, że zadzwonimy razem z Ksantypą, gdy już będzie taka możliwość.

Małżonka jednak nie była potrzebna, gdyż konsultantka najwyraźniej wzięła sobie za punkt honoru rozwiązanie tej zagadki i sama do mnie oddzwania z informacją, że przyjmie ode mnie dyspozycję przełożenia daty odbioru. Dopisze mnie również jako osobę upoważnioną do odbioru zamówienia.

Happy end? Dobre sobie…

Dzień 4. Dajcie spokój, to nie handlowa niedziela.

Dzień 5 . Napięcie rośnie

Z rana dostaję radosnego maila o następującej treści:

„Twoje zamówienie nr 30xxxxxxxx jest przygotowywane i będzie do odbioru w dniu poniedziałek, 22.02.2021 pod adresem:”

Zauważyliście? Zmienił się numer zamówienia i data nadal poniedziałkowa. To co? Telefon? Oczywiście. I co się okazuje. Moje jedno zamówienie ma już po prostu dwa numery. A co z datą odbioru? System tak ma, że wysyła. Ale IKEA ma u siebie adnotację, że odbiór nastąpi dopiero 24-go i że ja mogę odebrać zamówienie. Cyrk?

Nie muszę chyba mówić, że tego zamówienia, niezależnie od numeru nie jestem w stanie sprawdzić w dostępnym dla klientów systemie.

Nie łatwo jest śledzić zamówienie, którego nie miało być
il. 5. Zamówienia ani śladu, źr. ikea.pl

Jak się skończy sprawa, zobaczymy. Czekamy na dzień 7-my. W tyle Bóg ponoć stworzył świat, IKEA wymęczyła dostawę szafy. Gdyby to IKEA tworzyła świat, do dzisiaj usiłowalibyśmy trafić żarówką w oprawkę.

Gdy zmierzcha, jeszcze raz sprawdzam i pod pierwszym numerem system zaczyna pokazywać dane zamówienia. Czyli jednak, od „nie da się” przeszliśmy długą drogę.

Dzień rozwiązania

O wyznaczonej godzinie udaję się na parking IKEA. I trochę jak z kredytem, błądzę. Ciągle zastanawiam się dlaczego wydawanie towarów zamówionych przez internet musi odbywać się w innym miejscu, niż tych zakupionych w sklepie. To równie irytujące, jak pobieranie opłaty za to, że przygotowano mi zamówienie. Wygląda to nieco tak, jakby IKEA chciała mnie ukarać za to, że śmiem kupić tylko upatrzone przedmioty i nie biegam jak pokręcony w IDEO-wym labirynciepomiędzy regałami.

Finalnie zatem zostaję właścicielem szafy i moja historia – choć burzliwa – kończy się zrealizowaniem zamiarów – mam kredyt w Ikano Bank, a młody szafę. W przyszłości na pewno zobaczymy jaki wpływ będzie to miało na mój scoring BIK. Mam na myśli kredyt, nie szafę.

Czy podane tu informacje były przydatne?

Oceń nas klikając na gwiazdkę

Średnia ocena 3 / 5. Liczba głosów: 2

Nikt jeszcze nie głosował. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.