Uważaj na raty w IKEA, czyli kredyt jest, a szafy nie ma
IKEA meble na raty – ten pomysł może ułatwić zakup mebli, może też dostarczyć wielu niezapomnianych przeżyć. Dzisiaj o tym, jak to się stało, że mam kredyt na szafę. A szafa… no cóż, szafa chyba się nie dowie, kto ją kupił.
Czy to moje osobiste szczęście, czy zbieg okoliczności, ale gdy kolejny raz nachodzi mnie ochota na zaciągnięcie kredytu w nietypowym banku, kończy się to komedią pomyłek. Dla niektórych – dosyć kosztownych.
Jeśli myślisz o zakupach na raty w IKEA – przeczytaj koniecznie.
Na początek – raty w IKEA a BIK
Kupując meble na raty w IKEA, zaciągasz kredyt w banku. To oczywiste. Gdy korzystasz z oferty przygotowanej przez sam sklep, tym bankiem jest IKANO Bank. Gdyby dodać „E” po „K”, w tej nazwie nie miałbyś najmniejszych wątpliwości, czy mają ze sobą coś wspólnego. W każdym razie – jeśli IKEA meble na raty i kredyt, to i ślad w BIK.
Gdy wpadam na pomysł zakupu szafy na raty, zakładam, że może zamiast kredytu w raporcie pozostanie mi tylko zapytanie. Wówczas szybciutko opiszę wam, jak się bierze kredyt w Revolucie (co się odwlecze…). BIK mam dobry, zapytań jak na lekarstwo, więc nie mam ciśnienia – a jeśli nie wiesz, ile ich u siebie masz, sprawdzisz to w raporcie BIK.
Pamiętaj jednak, że przez pryzmat tego, jak wygląda mój zakup (tak, tak, jeszcze z nimi nie skończyłem), raczej unikałbym wyboru rat w IKEA jako elementu odbudowy scoringu BIK – zwłaszcza na etapie, gdy każde przestrzelone zapytanie kredytowe może go pogrążyć. Całkiem możliwe zresztą, że opinie o Ikano Banku w Google nie są tak hejterskie, jak mi się początkowo wydawało.

Biorę kredyt w IKANO na meble na raty w IKEA
Dobra rada na początek? Czemu nie. Dotyczy zakupów on-line na raty w IKEA.
Zamówienie przez Internet – niech Cię Bóg broni zamówić odbiór w sklepie przy zakupie ratalnym. To nie ma prawa zadziałać normalnie. Muszę wierzyć na słowo konsultantom sklepu. Różnymi drogami doprowadzają mnie do tych samych wniosków, co już samo w sobie jest zabawne.
Jestem w stanie wyobrazić sobie, że wdrożenie internetowej sprzedaży kogoś przerasta, ale że przerosło IKEA? Świat się kończy.
Zatem gdy w rodzinie zapadła decyzja o wymianie szafy, stwierdzam: IKEA, bo kredytu w Ikano Banku jeszcze nie brałem. Ponadto niechaj młody (nastoletni syn), który będzie głównym użytkownikiem szafy, uczy się życia. Dostaje do ręki taśmę mierniczą, stronę z planerem szaf IKEA i budżet. Będzie więc i walor edukacji finansowej. Gdy zasiada do meblowej układanki, nie przypuszczam jeszcze, jak często w nadchodzących dniach będę odpowiadać na pytanie:
„tata, i jak tam raty w IKEI?”
Dzień 1. Zakup i raty – idzie gładko. No prawie
Gdy całość szafy jest już skompletowana, ląduje w koszyku na moim koncie użytkownika w IKEA. Jestem mężczyzną (lub przynajmniej tak się postrzegam), co jeszcze będzie miało znaczenie w trakcie tej zakupowej „przygody”. Kupuję, składam zamówienie i tu popełniam dwa błędy. Po pierwsze, wybieram odbiór w sklepie. Po drugie, wpadam na pomysł, aby do odbioru upoważnić żonę – w dalszej części zwaną Ksantypą. Potem już tylko metoda płatności – raty.
Na stronie Ikano Banku idzie szybko, kredyt zostaje mi przyznany, a dzięki pakietowi w BIK SMS już radośnie informuje, że tak, już masz, już niedługo szafa będzie Twoja. A guzik. Wszystko zmienia się w chwili, gdy zostaję przekierowany z powrotem na stronę sprzedawcy. A raczej gdy zostaje podjęta taka próba. Coś nie działa i parę błędów na ekranie później już wiem, że zdecydowanie coś nie zagrało. Kredyt mam, a szafy nie będzie. Ta radośnie siedzi w koszyku i nie ma ochoty przeskoczyć do zakładki z zamówieniami.
Pierwsze rozmowy z obsługą
Czas pogadać z obsługą. Lubię nowości, więc najpierw z botem, może nawet IKEA Botem.

Ten kapituluje po dwóch zdaniach i wypycha mnie do konsultantki. Tu idzie opornie, bardzo opornie. Gdyby nie ciekawość, co też mi napiszą, już wisiałbym na słuchawce.
W mękach i bólach uzyskuję odpowiedź. Najpierw, uwaga, że mam jeszcze raz wybrać płatność na raty i przeprocesować sprawę w IKANO Banku. Na uwagę, że bank przecież każe mi wypełniać nowy wniosek kredytowy (czemu miałoby być inaczej?), słyszę – to znaczy czytam – że jednak nic z tego. Przy okazji dowiaduję się, że mam zrezygnować z kredytu. To określenie sprawia, że mam już pewność: kompetencje obsługującej czat na temat kredytów właśnie się wyczerpały. Szkoda nerwów.

Dzwonię na infolinię IKEA
Tu jest zdecydowanie szybciej, konkretniej, ale równie niesatysfakcjonująco. Tym razem męski głos, przywiązany do męskiego imienia, uświadamia mi, gdzie popełniłem błąd. Otóż podobno zakup na raty w Ikano i odbiór towaru w sklepie nie ma prawa zakończyć się powodzeniem. Jakaś historia o starym i nowym systemie oraz o tym, że tego nie przeskoczymy.
Konsultant jakoś niespecjalnie brał się za wytłumaczenie mi kwestii odstąpienia od umowy kredytu w takiej sytuacji. I chwała mu za to. Mam nadzieję, że kierowała nim tak ceniona przeze mnie (a rzadko spotykana) świadomość progu własnych kompetencji. Cóż – myślę – jutro Revolut, a na koniec dowiem się jeszcze, co ma do powiedzenia bank.
Dzwonię na infolinię Ikano
Tam jednak już nic nie wskóram. Infolinia IKEA pracuje dłużej niż IKANO, a ja trafiam tam o późnej porze. Zatem do jutra, kliencie, słodkich snów, niech Ci się przyśni szafa.
Jak z mojej perspektywy kończą się zmagania dnia pierwszego, a dokładnie czwartku? Jeśli zamawiasz coś przez Internet w IKEA (np. meble na raty), niechaj nie kusi Cię oszczędzać na czasie i opłatach. Wybierając odbiór w sklepie, zrobisz ten błąd co ja i zostaniesz na lodzie. Wybierz dostawę do domu. Ponoć zadziała. Ponoć – pewności nie mam i nie mam ochoty sprawdzać. Wierzę słowom konsultanta. Wcześniej wierzyłem, że mogę zrobić zakupy na raty w IKEA – nawet pozwolono mi wziąć kredyt. Ciekawe, że zazwyczaj właśnie to tak działa. Tak jak „mogę być winna 2 grosze?” na kasie w dyskoncie raczej nie zmienia się w „dopłaci mi Pan następnym razem”. Wszystko wskazuje, że nie IKANO, a IKEA zawaliła, bo coś w ich systemie nie pozwala dokończyć takiej transakcji. Ale dlaczego to ja, jako klient, mam się teraz gimnastykować i odkręcać kredyt, a nie IKEA, która tu zawiniła, nie blokując rat przy odbiorze w sklepie?
Dzień 2. Co powie Ikano Bank?
Akcja się rozkręca. Przypomnijmy: doświadczony wiedzą, jaką mają o finansach pracownicy sklepów (zrezygnuj z kredytu), dzwonię do Ikano Banku zweryfikować procedurę. By dowiedzieć się, jak zamknąć kredyt i kupić szafę za gotówkę, bo raty w IKEA już mnie męczą.
Infolinia Ikano Banku
W co pewnie trudno uwierzyć, robi się jeszcze ciekawiej – pracownik infolinii banku informuje mnie, że odstąpić od umowy mogę, ale dopiero jeśli bank dostanie od IKEA informację, że towaru nie otrzymałem. Co ma piernik do wiatraka? W każdym razie w banku nie widzą problemu nie do rozwiązania. Konsultant coś sprawdza i obiecuje, że ze sklepu do mnie zadzwonią, by poinformować, jak się sprawa skończy.
Obiecanki… znacie to. Nikt nie dzwoni, ale w pewnym momencie pojawia się na moim telefonie SMS z taką informacją:

Dzięki niemu dowiaduję się, że moje zamówienie ma swój numer i będzie do odbioru w poniedziałek. To też istotne, bo umawiałem odbiór w sobotę i system sklepu nie widział z tym problemu. Poniedziałek mi nie pasuje, więc będę musiał przełożyć odbiór mebli.
Numer zamówienia to jakiś punkt zaczepienia, bo na moim profilu takiego zamówienia brak, a szafa jak tkwiła, tak tkwi w koszyku. Stwierdzam, że dam sprawie okrzepnąć, może ktoś oddzwoni. Ale do wieczora głucha cisza.
Dzień 3. I kto to zamawiał?
Sobota – ten dzień, w którym miałem z młodym skręcać jego szafy. Zgodnie z planem dzwonię przełożyć termin dostawy. I co? Szafa się zgadza, karta IKEA Family się zgadza, cena się zgadza, nawet adres się zgadza, ale ja się nie zgadzam. Brak mnie na zamówieniu. Jest za to w dokumentach moja… żona Ksantypa. Cud: zamówienie zrobione z mojego konta użytkownika, na moją kartę IKEA, kredyt na mnie, a i tak muszę biegać za żoną, bo ktoś stwierdził, że to ona zamówiła szafę.
Konsultantka, która ze mną rozmawia, okaże się jasnym punkcikiem w sprawie. Na ten moment jednak informuje mnie, że nie mogę przełożyć terminu odbioru ani nawet odebrać zamówienia. Kupiłem szafę, ale dostanie ją ktoś inny – skoro trafiła tam żona, to równie dobrze mógł tam trafić Henio spod 17-ki, bo czemu nie? Umawiam się zatem, że zadzwonimy razem z Ksantypą, gdy będzie taka możliwość.
Małżonka jednak nie była potrzebna, bo konsultantka najwyraźniej wzięła sobie za punkt honoru rozwiązanie tej zagadki i sama do mnie oddzwania z informacją, że przyjmie ode mnie dyspozycję przełożenia daty odbioru. Dopisze mnie też jako osobę upoważnioną do odbioru zamówienia.
Happy end? Dobre sobie…
Dzień 4. Dajcie spokój, to nie handlowa niedziela.
Dzień 5. Napięcie rośnie
Z rana dostaję radosnego maila o następującej treści:
„Twoje zamówienie nr 30xxxxxxxx jest przygotowywane i będzie do odbioru w dniu poniedziałek, 22.02.2021 pod adresem:”
Zauważyliście? Zmienił się numer zamówienia, a data nadal poniedziałkowa. To co? Telefon? Oczywiście. I co się okazuje. Moje jedno zamówienie ma już po prostu dwa numery. A data odbioru? System tak ma, że wysyła. Ale IKEA ma u siebie adnotację, że odbiór nastąpi dopiero 24-go i że ja mogę odebrać zamówienie. Cyrk?
Nie muszę chyba mówić, że tego zamówienia – niezależnie od numeru – nie jestem w stanie sprawdzić w dostępnym dla klientów systemie.

Jak się skończy sprawa, zobaczymy. Czekamy na dzień 7-my. W tyle Bóg ponoć stworzył świat, IKEA wymęczyła dostawę szafy. Gdyby to IKEA tworzyła świat, do dziś usiłowalibyśmy trafić żarówką w oprawkę.
Gdy zmierzcha, jeszcze raz sprawdzam – i pod pierwszym numerem system zaczyna pokazywać dane zamówienia. Czyli jednak od „nie da się” przeszliśmy długą drogę.
Dzień rozwiązania
O wyznaczonej godzinie udaję się na parking IKEA. I trochę jak z kredytem – błądzę. Wciąż zastanawiam się, dlaczego wydawanie towarów zamówionych przez Internet musi odbywać się w innym miejscu niż tych zakupionych w sklepie. To równie irytujące jak pobieranie opłaty za to, że przygotowano mi zamówienie. Wygląda to nieco tak, jakby IKEA chciała mnie ukarać za to, że śmiem kupić tylko upatrzone przedmioty i nie biegam jak pokręcony w IKEO-wym labiryncie pomiędzy regałami.
Finalnie zostaję właścicielem szafy na raty w IKEA i moja historia – choć burzliwa – kończy się zrealizowaniem zamiarów: mam kredyt w Ikano Banku, a młody szafę. W przyszłości zobaczymy, jaki wpływ będzie to miało na mój scoring BIK. Mam na myśli raty w IKEA, nie szafę.
IKANO Bank opinie – czy warto brać raty w IKEA?
Sama oferta rat w IKEA (często raty 0%) bywa kusząca, a IKANO Bank to normalny, licencjonowany bank. Mój problem nie leżał w oprocentowaniu, tylko w papierologii i w zderzeniu dwóch systemów: sklepowego i bankowego. Dlatego moja rada z tej całej przygody jest prozaiczna: przy racie w IKEA wybieraj dostawę do domu, nie odbiór w sklepie, a jeśli już utkniesz – nie panikuj, bo z formalnego punktu widzenia masz mocniejszą pozycję, niż sugerują konsultanci.
Twoje prawo, o którym nikt mi nie powiedział: od umowy kredytu ratalnego (to kredyt konsumencki) możesz odstąpić w ciągu 14 dni bez podania przyczyny – art. 53 ustawy o kredycie konsumenckim. Oddajesz wtedy tylko wypłacony kapitał, a przy kredycie wiązanym z zakupem odstąpienie od umowy sprzedaży również uwalnia Cię od kredytu. To działa niezależnie od tego, czy sklep zdążył wydać towar.
A jeśli raty w IKEA rozważasz nie dla wygody, lecz dlatego, że gotówki brakuje – to sygnał, żeby najpierw zajrzeć do własnego raportu BIK i sprawdzić, jak wygląda Twoja historia kredytowa, zanim dołożysz kolejne zobowiązanie. A jeśli rat i chwilówek uzbierało się już za dużo, zacznij od pierwszej pomocy zadłużonym albo poradnika, jak wyjść z długów w chwilówkach.
Raty w IKEA – najczęstsze pytania
Czy w IKEA można kupować na raty?
Tak. IKEA oferuje zakupy na raty, a kredytu udziela współpracujący ze sklepem IKANO Bank. Na raty kupisz zarówno meble (np. szafę czy kuchnię), jak i inne produkty z asortymentu. Wniosek składasz online lub w sklepie, a decyzję kredytową dostajesz zwykle od ręki. Pamiętaj tylko, że każdy taki kredyt zostawia ślad w BIK.
Kto udziela kredytu na raty w IKEA?
Kredyt ratalny na zakupy w IKEA prowadzi IKANO Bank – instytucja historycznie powiązana z założycielem IKEA. To normalny, licencjonowany bank, a nie firma pożyczkowa. Oznacza to, że zaciągnięcie rat w IKEA jest zwykłym kredytem konsumenckim ze wszystkimi tego konsekwencjami: oceną zdolności, wpisem do BIK i prawem do odstąpienia od umowy.
Czy raty w IKEA są na 0%?
Często tak – IKEA regularnie oferuje raty 0%, czyli bez odsetek i kosztów kredytu. Warunki bywają jednak zmienne (liczba rat, minimalna kwota zakupu, okresowe promocje), dlatego przed podpisaniem sprawdź aktualną ofertę oraz formularz informacyjny kredytu. Nawet raty 0% to wciąż kredyt, który IKANO Bank zgłasza do BIK.
Czy raty w IKEA widać w BIK?
Tak. Ponieważ raty w IKEA to kredyt w IKANO Banku, informacja o nim trafia do BIK – najpierw jako zapytanie kredytowe, a po uruchomieniu jako czynne zobowiązanie. Jeśli odbudowujesz zdolność kredytową, warto to uwzględnić: kolejne zobowiązania wpływają na ocenę punktową, więc nie jest to najlepszy moment na dokładanie rat dla samej wygody.
Jak odstąpić od kredytu ratalnego w IKANO?
Od umowy kredytu konsumenckiego, a takim jest kredyt ratalny, możesz odstąpić w ciągu 14 dni od jej zawarcia, bez podawania przyczyny (art. 53 ustawy o kredycie konsumenckim). Składasz pisemne oświadczenie o odstąpieniu i zwracasz wypłacony kapitał. Przy kredycie wiązanym z konkretnym zakupem odstąpienie od umowy sprzedaży również uwalnia Cię od kredytu.

Uwaga na łóżka z Andresola płyta jest ze słabej sklejki przy skręcaniu wszystko zaczyna pękać.
Kto pytał
Ciężko się to czytało widać że osiągnąłeś szczyty parnasu poetyckiego pisząc to. Można było wiele krócej i zwięźle.