windykator oburzony | Ultimo to firma przyjazna dłużnikowi, o czym niejednokrotnie pisaliśmy w kontekście wychodzenia z długów w Ultimo (obecnie B2 Impact). A przede wszystkim Ultimo to firma mądrze zarządzana, być może dlatego, że stołek prezesa od lat zajmowany jest przez kobiety (obecnie p. Aneta Borycka pełni zaszczytną rolę prezesa Ultimo, dziś B2 Impact).

Gdy windykator Ultimo z dumy nie chciał przyjąć 16 000 zł

4.9
(36)

Ultimo to firma przyjazna dłużnikowi, o czym niejednokrotnie pisaliśmy w kontekście wychodzenia z długów w Ultimo (obecnie B2 Impact). A przede wszystkim Ultimo to firma mądrze zarządzana, być może dlatego, że stołek prezesa od lat zajmowany jest przez kobiety (obecnie p. Aneta Borycka pełni zaszczytną rolę prezesa Ultimo, dziś B2 Impact).

Artykuł ten opisuje zmagania z jednym windykatorem, którego osobiste wartości moralne nie pozwoliły firmie Ultimo zarobić kilkunastu tysięcy złotych. To, że działał na szkodę pracodawcy, już mu jednak nie przeszkadzało. Jest to oczywiście wyjątek, gdyż w przypadku zadłużonych klientów Ultimo ponad 90% spraw kończymy ugodą. Taką jak ta:

Ugoda z Ultimo (B2 Impact) - dokument porozumienia z dłużnikiem

Mądra strategia Ultimo wobec dłużników

Mądrość w zarządzaniu polega na tym, że Ultimo nie zamyka się w dążeniu do maksymalizacji zysku na każdej propozycji dłużnika, ale patrzy realnie na to, ile da się na zakupionej wierzytelności zarobić. Co nie znaczy zawsze kilkukrotności wartości zakupu. Dlatego firmy takie jak Myntro Collect (dawne Alektum), EOS Poland czy Eques Debitum – ze swoją polityką zaślepienia żądzą dużego zarobku na każdej kupionej wierzytelności – mogą zbierać okruchy ze stołu, przy którym posila się Ultimo.

Aby nie być gołosłownym w kwestii polityki Ultimo i możliwości negocjacji – oto ugoda, wynegocjowana dla klienta kilka dni przed napisaniem tego tekstu:

Ultimo umorzenie 82% długu - ugoda przedstawiona dłużnikowi
Il. 1 Niemożliwe jest możliwe przy odrobinie dobrej woli.

Jak widać, Ultimo zdecydowało się umorzyć ponad 82% zadłużenia wynoszącego 83 780 zł. Aby zarobić 15 000 zł, dokonało umorzenia kwoty 68 700 zł. Firmy, które nie mają szczęścia być tak mądrze zarządzane jak Ultimo, oferowałyby w takiej sytuacji 15-20% umorzenia, a dłużnika proponującego umorzenie na poziomie 50% potraktowałyby jak kogoś niespełna rozumu. I finalnie delektowałyby się zapisem w komputerze – wirtualnym posiadaniem 83 780 zł, których nie odzyskałyby nigdy. Gdy w tym czasie Ultimo inkasuje 15 000 zł, którymi obróci kilka razy, kupując wierzytelności, i finalnie zarobi na tym realne 83 780 zł. Podczas gdy firmy wcześniej wymienione nadal oglądać będą cyfry w komputerze i ślinić się do wirtualnych pieniędzy.

Czarna owca w Ultimo

Ale, hola. To, że Ultimo potrafi z głową zarabiać dzięki prowadzonej polityce, nie oznacza, że zawsze tak jest. Czasami w zarobieniu pieniędzy przeszkodzi im własny pracownik. Który, w mojej opinii działając (zapewne nieświadomie) wbrew opisanej strategii, może sprawić, że Ultimo nie zarobi kompletnie nic. Choć klient prosi się, aby przyjęło jego pieniądze. Zapraszam do przeczytania historii dziwnie zachowującego się pracownika Ultimo. Historii o tym, jak można nie dostać pieniędzy, które czekają, aby spłynąć na konto.

Stary dług bankowy emerytowanego przedsiębiorcy

Pan Jan (imię zmienione na potrzeby opowieści) przez kilkadziesiąt lat prowadził firmę transportową. W transporcie, jak to powszechnie wiadomo, są wzloty i upadki. Pan Jan przeżył kilka takich finansowych rollercoasterów. Pamiątką po momentach, gdy koniunktura pikowała w dół, było kilka niespłaconych kredytów. Ze wszystkich pan Jan się wygrzebał, poza jednym. Zanim podpisał ugodę, PKO BP sprzedał dług do Ultimo. Ultimo nie zdołało w terminie ustawowym uzyskać klauzuli wykonalności i dług stał się zobowiązaniem naturalnym.

Pan Jan żył sobie z tym długiem – garbem, odpierał naciski windykacji Ultimo bardzo skutecznie, nie dał się podejść i dokonać uznania długu, gdyż był człowiekiem prawnie świadomym. Minęło kilka lat, aż przyszedł czas, w którym pan Jan postanowił przejść na emeryturę. Przekazał firmę dzieciom, a sam zaczął porządkować stare sprawy. Jedną z nich był dług w Ultimo.

Pan Jan zgłasza się po umorzenie

We wrześniu 2018 roku pan Jan zgłosił się do nas z prośbą o wynegocjowanie atrakcyjnego częściowego umorzenia długu w Ultimo w opcji spłaty jednorazowej. Rzecz, wydawać by się mogło, banalna. Ale nie w tym przypadku. Sprawą pana Jana z ramienia Ultimo zajmował się bowiem pracownik działu windykacji z niezwykle przerośniętym pokładem dumy własnej. I własnymi poglądami etycznymi. Oraz moralizatorskim zapałem. W tym przypadku była to duma niezwykle urażona. Postawą pana Jana, którego ów pracownik zwindykować nie dał rady.

I nagle, gdy pojawiłem się z propozycją umorzenia części długu w Ultimo, urażona duma windykatora przesłoniła wszystko. Łącznie z poczuciem obowiązku wobec pracodawcy, czyli Ultimo, które za moment miało zasilić swoje konto kwotą odzyskanego długu. Ale nie dane było Ultimo ujrzeć przelewu, a duma pracownika kosztowała firmę wspomniane 16 000 zł. Tyle że Ultimo o tej stracie nie miało szans się dowiedzieć.

Nie godzę się, to nieetyczne

Aby łatwiej było zrozumieć, co się wydarzyło, garść informacji o tym, jak działa proces umorzenia długów w Ultimo. W zależności od rodzaju wierzytelności i jej wartości, a także oczekiwań dłużnika, jego propozycja zostaje wysłana do tzw. góry. Może być to dyrektor działu, a może nawet i prezes – poziom wymaganej akceptacji wynika z kilku wcześniej wymienionych czynników.

Zawsze – niezależnie od sytuacji – ktoś musi jednak sprawę do akceptacji „na górze” wysłać. Najczęściej jest to osoba, która ma sprawę przypisaną do siebie i osobiście się nią zajmuje. Czyli po prostu windykuje. W tym przypadku osobą taką był Grześ – tak losowo nazwijmy tę osobliwą postać. Na Grzesia trafiłem w centrali Ultimo, chcąc ustalić warunki spłaty zadłużenia pana Jana.

Przypominam, dług o wartości 89 000 zł, proponowana kwota do zapłaty 16 000 zł, umorzenie na poziomie 82%.

Grześ prawie udławił się, słysząc moją propozycję. I powiedział stanowczo, że sytuacja, w której klient, przez niego nieskutecznie miesiącami windykowany, miałby otrzymać 82% umorzenie, jest dla niego niewyobrażalna.

I zrobi wszystko, aby do niej nie dopuścić.

Wspominałem o urażonej ambicji i dumie? Właśnie u Grzesia przejęły kontrolę nad umysłem.

Traktaty moralne zamiast negocjacji umorzenia

Z Grzesiem, a także jego przełożonym, rozmawiałem jeszcze kilkakrotnie. Za każdym razem było gorzej. Zamiast konkretnych ustaleń panowie windykatorzy karmili mnie opowieściami o moralności, etyce, uczciwości. I że nie może być tak, że ktoś pożycza z banku 80 tysięcy, a oddaje 16 tysięcy i nie ma długu.

Niestety, panowie windykatorzy z Ultimo zabetonowali się w swojej zajadłości i nie przyjmowali żadnych argumentów. Że wierzytelność to towar, a nie przedmiot rozważań moralnych. Że nie od Ultimo pan Jan pożyczał, a bank, sprzedając dług, zrobił to w określonym celu.

Nie było szans na trafienie jakimkolwiek argumentem. Grześ, zamiast pracownikiem Ultimo dbającym o to, aby firma na wierzytelności kupionej od banku zarobiła, był coraz bardziej zradykalizowanym kaznodzieją, głoszącym prawdy mu objawione.

Mając dwóch uduchowionych windykatorów, którzy tworzyli ścianę nie do przebicia, nie mogłem w żaden sposób wysłać sprawy do akceptacji dyrektora, zarządu czy prezesa. Mając pewność, że zgodę na wnioskowane umorzenie dostanę, gdyż każdy (poza dwoma natchnionymi) pracownik firmy windykacyjnej ma świadomość, że podpisując zgodę na umorzenie nie traci, a pozyskuje dla firmy 16 000 zł. Bez patrzenia, ile musi umorzyć, aby to pozyskać. W sytuacji, gdy klient-dłużnik jest panem sytuacji, do kwestii umorzenia nie podchodzi się tak jak Grześ i jego szef. Którym pewnie 82% śniło się po nocach.

Pracownik nie do przeskoczenia

Nie pomyśl, miły Czytelniku, że nie próbowałem obejść kłody pod nogami w postaci Grzesia i drugiego pastora. Ale o dziwo, nawet osoby decyzyjne i chętne do pomocy, słysząc, o kogo chodzi, natychmiast nabierały wody w usta. Postać Grzesia – z niewiadomych powodów – działała na innych tak silnie, że nikt nie podjął się wyperswadowania mu, że skoro tak osobiście i emocjonalnie podchodzi do sprawy, skoro nie potrafi pogodzić się z tym, że klient spłaci znacznie mniej niż pierwotnie pożyczył – to może odda sprawę komuś innemu, a sam zajmie się rzeczami mniej dla jego psychiki toksycznymi.

Jak wspomniałem, nie podjął się nikt. Sprawa – jedyna taka w mojej kilkuletniej historii pracy z Ultimo – trafiła do szuflady. Na, jak się potem okazało, 27 miesięcy.

Sprawa wraca – i domyka się w 3 godziny

Pan Jan wysłuchał opowieści o tym, że ze względu na kłopoty z pojmowaniem rzeczywistości pracownika Grzesia i jego zbawianie zepsutego świata, firma windykacyjna Ultimo pieniędzy nie chce, choć nie wie, że dłużnik chce je przelać. Ale o tym decyduje nie zarząd, a jednoosobowo uzurpator Grześ. Pan Jan uznał, że skoro spłata naturalnego długu w Ultimo miała być zamknięciem rozdziału i oczyszczeniem sumienia, to on już czuje się czysty. A skoro Ultimo jego pieniędzy nie chce, to nie interesuje go, że wynika to z dopuszczenia do decydowania pracownika mającego ewidentne kłopoty z odróżnianiem bycia w pracy od przemawiania na wiecu sekty.

On, czyli Jan, o to, aby Ultimo przyjęło pieniądze, prosić się nie będzie i temat uznał za zamknięty.

Dla mnie – jako pełnomocnika – temat zamknął się automatycznie po decyzji mocodawcy. Aż do momentu, gdy robiąc porządek w starych dokumentach, natrafiłem na notatki ze sprawy. Przeliczyłem, że od momentu utraty nadziei na załatwienie pożądanego umorzenia w Ultimo minęły ponad 2 lata. Z czystej zawodowej ciekawości postanowiłem sprawdzić, czy sprawa jeszcze istnieje i czy jestem wciąż umocowany do reprezentowania pana Jana.

Wszystko okazało się po staremu. Oprócz jednego. Do sprawy nie był już – jak rzep – przyczepiony Grześ. A co to oznaczało? Że w momencie zejścia z drogi pracownika-kłody, uzyskanie zgody na umorzenie przez Ultimo 82% wartości wierzytelności zajęło firmie 3 godziny.

Dokładnie 2 godziny 55 minut. Tyle minęło od mojej rozmowy do otrzymania telefonu zwrotnego z informacją, że ugoda na zaproponowanych warunkach jest możliwa.

Refleksje końcowe o Ultimo

Przykład Grzesia, windykatora z Ultimo, który odleciał, pokazuje, że nawet w tak dobrze pracującym mechanizmie jak Ultimo wystarczy jeden z ok. tysiąca zatrudnionych pracowników sabotujący pracę, aby firma poniosła wymierne straty.

Dość powiedzieć, że przez miesiąc negocjacji ze mną Grześ nie dał firmie pozyskać 16 000 zł. Czyli pieniędzy, które nie trafiły do Ultimo, bo Grześ uznał, że trupem padnie, a nie wpuści ich do firmy. Do tego rzeczony windykator za miesiąc „negocjacji” – czy raczej prawienia kazań i moralizatorskich monologów – otrzymał wynagrodzenie. Ile finalnie kosztowało to firmę, trudno powiedzieć. Wiedząc jednak, ile zarabia się na sprzedaży długu, i mając świadomość, że tą kwotą można było w tym czasie kilkakrotnie obrócić, można wnioskować, że utracony zysk byłby wielokrotnie wyższy niż owe 16 000 zł.

Ile Grześ, a w duecie z nim przełożony, w czasie swojej kariery zablokowali ugód, bo gryzły się z ich sumieniem czy dumą – nie wiem. Wiem tylko tyle, że negocjując umorzenie długu w jakiejkolwiek firmie nie można patrzeć na nią przez pryzmat pojedynczego pracownika. Bo takich Grzesiów pracuje wielu. Podobnie zresztą jak nie warto oceniać Ultimo po jednej wściekłej opinii z forum – to dokładnie ten sam błąd. To, co jest problemem dla jednego pracownika, dla umysłu bardziej otwartego bywa błahostką.

Dlatego dobrze jest założyć, że umorzenie długu jest zawsze możliwe. I walczyć o nie wszelkimi możliwymi metodami.

Jeśli jesteś zainteresowany walką o swoje pieniądze, a masz dług w Ultimo, sprawdź, jak łatwo zlecić pełnomocnikowi negocjacje umorzenia długu w Ultimo. Zanim zaczniesz, warto ustalić, kto jest Twoim wierzycielem, a jeśli masz długi także gdzie indziej – rozważyć negocjacje z firmą windykacyjną w szerszym zakresie.

Dlaczego warto nam zaufać?

  • 12 lat na rynku o zasięgu ogólnopolskim.
  • Wcześniej działaliśmy pod nazwą Windykowani.pl
  • Jesteśmy polecani przez pracowników większości banków!
  • Mówią i piszą o nas: Newsweek, Onet, Polskie Radio, Telewizja Polska i inne.
  • Posiadamy wiarygodne i rozpoznawalne certyfikaty takie jak raport BIG (Biuro Informacji Gospodarczej).
  • Setki pozytywnych opinii i wygranych spraw popartych case study.

Zadzwoń do nas bezpłatnie – pomożemy Ci zlikwidować dług!

(71) 725 41 24

Jak wyjść z długów w parabankach
zadłużenia
newsweek2021 | Ultimo to firma przyjazna dłużnikowi, o czym niejednokrotnie pisaliśmy w kontekście wychodzenia z długów w Ultimo (obecnie B2 Impact). A przede wszystkim Ultimo to firma mądrze zarządzana, być może dlatego, że stołek prezesa od lat zajmowany jest przez kobiety (obecnie p. Aneta Borycka pełni zaszczytną rolę prezesa Ultimo, dziś B2 Impact).

  • Nie posługujemy się kupionymi zaświadczeniami o rzetelności i wiarygodności. Na pewno widziałeś takie certyfikaty:

najpopularniejsze certyfikaty wydawane firmom

  • Możesz im wierzyć, ale czy masz pewność dobrej weryfikacji? My idziemy krok dalej, dając Ci do ręki raport z BIG. Sprawdź nas klikając poniżej. Raport otworzy się automatycznie.

raport zbiorczy mecenatura pl | Ultimo to firma przyjazna dłużnikowi, o czym niejednokrotnie pisaliśmy w kontekście wychodzenia z długów w Ultimo (obecnie B2 Impact). A przede wszystkim Ultimo to firma mądrze zarządzana, być może dlatego, że stołek prezesa od lat zajmowany jest przez kobiety (obecnie p. Aneta Borycka pełni zaszczytną rolę prezesa Ultimo, dziś B2 Impact).

Zadzwoń do nas bezpłatnie – pomożemy Ci zlikwidować dług!

(71) 725 41 24

Czy z Ultimo zawsze da się dogadać?

W ogromnej większości tak – ponad 90% spraw dłużników Ultimo kończymy ugodą. Ta historia to wyjątek: jeden windykator z urażonej dumy zablokował korzystne umorzenie. Dlatego firmy windykacyjnej nie ocenia się po jednym pracowniku ani po jednej opinii.

Dlaczego windykator zablokował umorzenie?

Bo to on prowadził sprawę i tylko on mógł wysłać wniosek o umorzenie do akceptacji przełożonych. Dopóki tego nie zrobił, decyzja nie mogła zapaść. Gdy po latach zszedł ze sprawy, zgoda na umorzenie 82% zapadła w niecałe 3 godziny.

Czy stary dług w Ultimo może wrócić?

Tak, ale Ty też możesz do niego wrócić. W tej historii sprawa leżała 27 miesięcy, a mimo to dało się ją wznowić i zamknąć umorzeniem. Zobowiązanie naturalne nie znika samo – warto je świadomie uporządkować.

Czy umorzenie 82% długu jest realne?

W tej sprawie tak: z długu 83 780 zł Ultimo umorzyło 68 700 zł, przyjmując 15 000 zł. To pokazuje, że mądrze zarządzana firma woli odzyskać realną część niż w nieskończoność oglądać wirtualną całość. Każdy przypadek jest jednak inny.

Po co negocjować przez pełnomocnika?

Bo pełnomocnik nie da się zbyć jednym trudnym windykatorem, zna procedury akceptacji umorzeń i nie działa pod wpływem emocji. W tej sprawie to właśnie determinacja pełnomocnika po latach domknęła umorzenie, którego klient sam by nie odzyskał.

Czy podane tu informacje były przydatne?

Oceń nas klikając na gwiazdkę

Średnia ocena 4.9 / 5. Liczba głosów: 36

Nikt jeszcze nie głosował. Bądź pierwszy!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *